Dzień dobry!
Miniony tydzień był tygodniem mega (proszę wybaczyć językowy kolokwializm) transferu pewnego – notabene jednego z najlepszych na świecie – piłkarzy. Tak, Leo Messi. Trafił do amerykańskiego klubu Inter Miami.
Przy tej okazji czytałem i słyszałem, że „bilety na najbliższy mecz z udziałem Messiego wzrosły do 9000 (tak, dziewięciu tysięcy) dolarów za sztukę”. No cóż, to raczej nie „bilety wzrosły”, tylko cena owych biletów wzrosła, prawda…? Moim zdaniem rosnąć lub maleć mogą jakieś ceny, ale nie samego towaru czy osoby. Na marginesie, spieszę uspokoić wszystkich fanów piłki nożnej: nigdy nie potraktuję ani Messiego, ani naszego Lewego, ani naszej niekwestionowanej mistrzyni kortu, ani żadnego innego sportowca jako „towar”… Mam – żywię… – ogromny szacunek dla każdego wybitnego sportowca, który do sukcesu doszedł wieloletnią, katorżniczą wręcz pracą.
Do kompletu coś ze świata polityki. Nie lubię, ale… cytując pewien kultowy film: „Polityka mnie nie interesuje!” „Ale polityka interesuje się Panem…”. Nasz Pan Prezydent w minionym tygodniu był uprzejmy pomylić pojęcia rekultywacji i rewaloryzacji. wiem, wyższa szkoła jazdy… Ale też powiedział: „Zdecydowałem się na podpisanie ustawy”. ponownie, nie jestem purystą, ale czy nie wystarczyłoby „Zdecydowałem się podpisać ustawę…?”