Przewrotnie zacznę niejako od końca, bo od słowa „żegnam”.
Wiele lat temu miałem przyjemność prowadzić w programie I Polskiego Radia na żywo kultowe wówczas audycje Lata z radiem. Na koniec pierwszej audycji, szczęśliwy, że poszła dobrze – by nie powiedzieć „gładko” – przed wyłączeniem mikrofonu powiedziałem: „żegnam się z Państwem do następnego razu”. Wyłączam mikrofon, wychodzę ze studia i słyszę od wydawcy: „naczelny Cię prosi do siebie; teraz, zaraz…”. Idę do gabinetu nadredaktora na miękkich nogach. Wchodzę. Szef, nie podnosząc głowy znad sterty dokumentów, które podpisywał mówi do mnie: „Audycja całkiem, całkiem, panie kolego. Ciekawe pomysły. Tylko proszę: „żegnam się” to jest „w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”. Słuchaczy może Pan pożegnać. Zapamięta Pan?” Pamiętam, do dziś…
A co ze słowem „witam”?
Tradycyjnie „witam” mówił wyłącznie gospodarz zapraszający gościa, by ten wstąpił w progi jego, tzn. gospodarza, domu czy pałacyku. Dziś słowo to jest często używane zamiennie z chociażby „dzień dobry”, gdy dwoje znajomych spotyka się w restauracji lub na ulicy. Przyznam, że chętnie wróciłbym do starej szkoły powitań, czyli mówił „witam” w drzwiach mojego domu, a „dzień dobry / dobry wieczór” we wszelkich innych kontekstach. A może by tak pójść na pewien kompromis i na ulicy mówić „witaj”…? Zastrzegam przy tym: nie jestem purystą językowym, natomiast lubię pewne tradycyjne formy i zwyczaje.
Zostaje nam jeszcze jak najbardziej grzeczna i ładna forma – by nie rzec „formułka” – „witam Państwa”, a na oficjalnym posiedzeniu czy spotkaniu rady miasta lub urzędu – „witam szanownych gości”.
Do tego dochodzą jeszcze, oczywiście, utarte zwroty typu: „witamy – lub powitaliśmy – Nowy Rok.
A ja z przyjemnością powitam Państwa na blogu jezykiksy.pl przy okazji kolejnego wpisu, który pojawi się tu już za kilka dni. Tymczasem proszę pozwolić, że pożegnam się z Państwem, jak mawia Jerzy „Iwaszko” Iwaszkiewicz, „z najwyższym uszanowaniem”.