W kwestie polityczne na tym blogu nie wchodzimy – mnie tknęło językowo. Czy mamy „wybory”, czy „elekcję”? A może „głosowanie”?
Moim zdaniem „wybory” oraz „elekcja” to synonimy, czyli określenia / wyrażenia równoznaczne. Historycznie-językowo to „elekcja” – mieliśmy zresztą takie ciało, kolegialne, jak „konwent” (lub: „konwektyl”, a nawet „konwektykiel”) elektorów”. Elektorów, czyli wyborców – onegdaj wyłącznie szlachty.
W kościele katolickim oznaczał i wg mojej wiedzy do dziś oznacza zespół zakonników z prawem głosu na zebraniach, ale też samo zebranie w sprawach klasztoru. Skonsultowałem w Bibliotece Narodowej. Można przyjąć, że to po prostu zebranie jakiejś organizacji – choć warto pamiętać, że onegdaj było to określenie tajnego zebrania jakiejś sekty / organizacji religijnej.
Głosowanie zaś. Moim zdaniem tu mówimy nie o samym wydarzeniu, ale formie wzięcia w nim udziału. Były różne – jak chociażby w czasach, gdy większość społeczeństw była niepiśmienna to głosowanie za pomocą kul o dwóch kolorach: jeden kolor oznaczał głos „za”, drugi natomiast „przeciw>
Dziś najbardziej popularne to wrzucenie odpowiednio wypełnionej karty do głosowania do przezroczystej urny. Co ważne, anonimowo, bez danych osobowych czy podpisu