W czasie, gdy piszę ten tekst mamy kalendarzowy przełom: ostatni dzień lata i pierwszy dzień jesieni. Powoli dobiega końca sezon grillowy…
Dlaczego o tym piszę? Bo męczy mnie ostatnio taki „językiks” w opowieściach krewnych i znajomych królika: wczoraj zjedliśmy grilla. Hmm… Czy na pewno zjedliśmy metalowy ruszt i otaczający go kawał blachy? Chyba nie… Zęby bolą na samą myśl… Mam nadzieję, że zgodzą się Państwo, iż zjedliśmy kiełbaski z grilla (lub z rusztu) lub ryby albo polędwicę z grilla (lub z rusztu), ale nie samo urządzenie, prawda?
Nie byłbym sobą, gdybym szukając opisu grilla nie sięgnął do kilku źródeł. I tak w poradni językowej PWN czytam, że „grill ów” to urządzenie w formie przenośnego rusztu, opalane węglem drzewnym albo elektryczne, służące do pieczenia mięsa, ryb, warzyw itp.
Na marginesie, również dzięki PWN rozwiałem pewną wątpliwość: grill, czy gril? Okazuje się, że grill zdecydowanie góruje nad grilem, a grillować jest dużo częstsze niż grilować.
Pozdrawiam, życząc wszystkim Państwu dobrych – wróć: smacznych, o tym będzie kolejny kiks – potraw z grilla, z rusztu lub z ognia; jak kto woli 😉